~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

Co zabija muzykę?

Przewrotnie zacznę od konkluzji ~ nie da się odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule, bo to, co zabija muzykę, równocześnie ją żywi. I to jest patologiczny układ ~ nie ukrywam. Zapewne można by tu wstawić gustowne odniesienie do mitologii [takiej, czy innej], ale oczywiście tylko wtedy, gdyby autor znał tę tematykę. Nie mniej jednak postawioną tezę, tudzież konkluzję, wypadałoby udowodnić.

Stacje radiowe. Z pewnością mają one duże możliwości w kreowaniu gwiazd, forsowaniu przebojów, ustawianiu rynku. Jest tu miejsce na manipulację. Ale który z szefów muzycznych chciałby robić na złość słuchaczom i wybierać takie piosenki, których oni nie chcą znać? Nawet gdyby taki się znalazł, to z pewnością szybko pożegnał by się z pracą. Profile muzyczne stacji odpowiadają zapotrzebowaniu. Choć oczywiście pojawiają się pewne dysproporcje. Jednak wysyp stacji typu „golden oldies” jest podyktowany niczym innym, jak zapotrzebowaniem. Powstawanie stacji rockowych ~ również. Ale połowa rynku to pop w pełnym tego słowa znaczeniu, dlatego również połowa stacji gra tak, a nie inaczej.

Ale jak funkcjonowałaby muzyka bez stacji radiowych? Albo miernie, albo w ogóle. Radio, jak żadne inne medium promuje i popularyzuje muzykę. Radio nie żyje bez muzyki i muzyka nie żyje bez radia. O ile mnie pamięć nie myli, nauki przyrodnicze nazywają takie zjawisko symbiozą. Choć zupełnie nie dziwie się polskim artystom, że chcieli by w eterze słyszeć więcej krajowej muzyki i to tej aktualnej. Bo to przecież leży w ich interesie. Ale tak naprawdę to nie stacje radiowe, ale słuchacze wybierają te proporcje [pomijając ograniczenia nakładane w koncesjach od KRRiTv]. Choć podkreślę raz jeszcze ~ manipulacja jest możliwa. Ale ona chyba przejawia się we wszystkich dziedzinach życia. Jednak nie mówmy, że ona zabija. Bo gdyby przyjąć takie założenie, to po ostatniej kampanii wyborczej byłbym zapewne martwy siedmiokroć.

Koncerty plenerowe za darmo. Oczywiście, że artysta wolałby grać dla nieprzypadkowej publiczności, która zapłaciła za bilet, w dobrej sali koncertowej. Ale „życie to nie jest bajka”, jak mówi tekst jednej z piosenek. Z pewnością plenery „psują” rynek ~ głównie pod tym względem, że trzymają w ryzach ceny biletów na „prawdziwe” koncerty. Wolny rynek ~ nikt nikogo nie zmusza do grania na imprezach typu „Święto dyszla”. Ale z racji tego, że przeważnie za koncert otwarty do kieszeni muzyków trafia znacznie więcej pieniędzy niż na halowy, to są oni w stanie przełknąć jakoś tę gorzką pigułkę. A z punktu widzenia podatnika [który w gruncie rzeczy opłaca występ], takie igrzyska są potrzebne.

Czy można wyobrazić sobie lepszą promocję własnej twórczości niż na koncercie dla kilkudziesięciu tysięcy osób? I to w znacznej części takich, którzy nie znają zbyt dobrze dorobku danego artysty? Przecież dobrze zagrany koncert w takich warunkach może poza wymiarem artystycznym, uzyskać mocno zarysowany wymiar marketingowy. Bo jest szansa bezbolesnego przekonania znacznego grona ~ co więcej bez udziału stacji radiowych.

Playback. Tu mogą być problemy z argumentacją, bo jest to dla mnie szczególnie znienawidzone zjawisko, które zwykłem określać mianem „podły”. Ale skoro funkcjonuje to na szeroką skale… choć wtedy bardziej promuje układy choreograficzne niż muzykę. Ale to jest temat na oddzielny artykuł.

To co zabija muzykę, równocześnie ją żywi. Nieuniknionym było związanie świata sztuki i biznesu. Bo obie strony czerpią z tego korzyści, a dziś są po prostu od siebie uzależnione [znów symbioza!] Oczywiście piękna byłaby muzyka masowa bez biznesu, ale to się wyklucza ~ jest nierealne. I to niezależnie od tego, jak silny był punkowy bunt w latach 70-tych, a który przecież też wkrótce powiązał się [o zgrozo!] z biznesem. Jednak świat finansów też dał wiele muzyce. Choć pytanie, która strona zyskała na tym więcej? Trudno wyważyć. Obie zyskały sporo. I teraz żywią się i trują wzajemnie. Ale z takich starć i konfliktów, przeważnie, myśląc w kategoriach sztuki, wynikały wielkie dzieła.

Wymieniłem tylko kilka zjawisk, które według wielu zabija muzykę. Mógłbym tak jeszcze długo… tylko po co? Swoje stanowisko wyraziłem chyba dostatecznie jasno. Choć podkreślę to, czego dotąd może nie napisałem wprost, ale chyba dało się to przysłowiowo wyczytać między, równie przysłowiowymi wierszami. Wcale nie uważam, ze takie czy inne zjawisko nie może mieć negatywnego wpływu na sztukę, jako całość, jak i na pojedyncze przypadki Ale układ nie jest tak czarny, jak to niektórzy malują. Bo na muzyce można po prostu zarobić ~ a w takich kwestiach nie ma miejscu na błędy.

Jeśli ktoś chce zaspokoić swoje potrzeby artystyczne, a co za tym idzie, jest gotów za to zapłacić, to jakże taka, czy inna organizacja ma mu w tym nie pomóc? Choć trudną sytuację mają osoby o wyszukanym, niepospolitym guście ~ bo z marketingowego punktu widzenia, po prostu nie opłaca się dogadzać takiemu konsumentowi. Niestety. Ale tacy ludzie są przeważnie na tyle silni i zdeterminowani, że jakoś sobie radzą. Cóż ~ nie ma rozwiązań idealnych. Tylko komunizm był adresowany do wszystkich…-          Bartłomiej „Eternus” Biga/rockmagazyn.pl

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s