~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

Sting/”Symphonicities”

Od jakiegoś czasu da się zauważyć w twórczości Stinga pewien sentyment do muzyki klasycznej. Dobrym tego przykładem jest jego ostatnia „zimowa” płyta, na której artysta sięgnął do repertuaru muzyki dawnej, madrygałów i hymnów, z towarzyszeniem zespołu instrumentów dawnych. Tym razem postanowił  posłużyć się nieco większym zespołem ~Royal Philharmonic Concert Orchestra – jedną z najlepszych orkiestr symfonicznych na świecie.

Pomysł na pracę z orkiestrą symfoniczną w głowie Stinga zrodził się już dwa lata temu, po koncertach z Chicago Symphony Orchestra i Philadelphia Orchestra. O tym, jak dramatyczne w skutkach mogą być konfrontacje muzyka rockowego [nieważne czy chodzi o rock alternatywny, progresywny, symfoniczny czy jakikolwiek inny] z symfoniką, przekonaliśmy się po premierze ostatniego albumu Petera Gabriela. Ten, przy moim ogromnym szacunku do artysty, trzeba nazwać nieco nie w pełni udanym dziełem. Aparat orkiestry symfonicznej ma pełne prawo do zdominowania formy i trzeba sporego wyczucia czy subtelności, by umieć nad nim zapanować. Czego, zdaje się, Stingowi nie brakuje.

Na „Symphonicities” orkiestra funduje ciekawe tło i wypełnienie, nadaje utworom innego – raz soczystego, a raz bardziej finezyjnego – kształtu. Dodatkowym atutem albumu jest fakt, iż Sting do repertuaru orkiestrowego wybrał te kompozycje, które już w swojej pierwotnej formie miały charakter dość symfoniczny ~ jak chociażby „Englishman In New York„, „When We Dance” czy „You Will Be My Ain True Love„. W balladach orkiestra pełni funkcję zmiękczającego puchu, potęguje ich nastrojowość, dodaje romantycznego wyrazu. Nie przesadzę chyba jeśli tak skonstruowany klimat ochrzczę „soundtrackowym”.

Aranżerom Stinga – Davidowi Hartley i Stevenowi Mercurio – w nowych wersjach utworów, a Stingowi w samym wokalu, udało się uniknąć patosu, który w takim zestawieniu jest bardzo prawdopodobny i bardzo niebezpieczny. Z kolei w kompozycjach oryginalnie dynamicznych to nie utwory zmieniają swoje oblicze, a sama orkiestra przybiera rolę zespołu rockowego. Impulsywne sautillé smyczków, flatter la corde mają imitować ostrość elektrycznych gitar, do tego nie brakuje też perkusji i wyrazistego basu, ale za to zastosowano śladowe ilości brzmienia instrumentów dętych. Te główną rolę odgrywają w momentach lirycznych, do których zdecydowanie bardziej pasują. Największą metamorfozę osobowości przeszedł hit „Roxanne„, w którym Sting zrezygnował z rozdzierającego emocjonalnego śpiewu na rzecz słodkiego i melancholijnego stylu, za to wtórują mu piękne sola wiolonczeli i klarnetu. Ortodoksyjnym fanom utworu o pięknej jawnogrzesznicy może się to jednak nie spodobać. Do mnie też bardziej przemawia ta bardziej agresywna odsłona „Roxanne”.

Sting, jego utwory i orkiestra symfoniczna osiągnęli efekt wyjątkowo spójny i dobrze brzmiący. Stare hity zostały muśnięte odświeżającym sznytem, otrzymały coś w rodzaju drugiej młodości. Album na wysokim poziomie, a przy okazji taki, którego po prostu dobrze się słucha. Nawet, jeśli muzyka symfoniczna nie leży w naszym ulubionym repertuarze.

STING W POLSCE! Artysta wystąpi 20 września na nowo otwartym Stadionie Miejskim w Poznaniu, a towarzyszyć mu będzie orkiestra symfoniczna Royal Philharmonic Concert Orchestra pod dyrekcją Stevena Mercurio. Koncert będzie częścią trasy koncertowej Symphonicity, promującej najnowszy album Stinga.-

>  Official Website


Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s