~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

Rufus Wainwright/All Days Are Nights:Songs for Lulu

Po trzech bogato zaaranżowanych albumach, Rufus Wainwright powraca do punktu wyjścia. “Songs for Lulu” to zestaw kameralnych kompozycji przypominających o czasach, gdy muzyk grywał w knajpach dla garstki słuchaczy.

Mało kto pamięta, że autor “Release the Stars” oraz opery “Prima Donna” zaczynał jako muzyk grający co tydzień dla publiczności w lokalach w Montrealu i Nowym Jorku. Intymny charakter tamtych spotkań został odtworzony na najnowszym krążku. Od razu należy jednak zaznaczyć, że “Songs for Lulu” to album wyjątkowy z kilku względów. Na jego intymny charakter wpłynął szereg doświadczeń, przez które muzyk przeszedł w ostatnim czasie. Od czasu wydania poprzedniego krążka Wainwright zaangażował się w dwa muzyczne projekty, które umożliwiły mu sprawdzenie swoich kompozytorskich możliwości na nowym polu. Przygotował autorską operę „Prima Donna” oraz stworzył muzyczną interpretację sonetów Szekspira dla specjalnego spektaklu Berliner Ensemble. Efekt tych prac odbił się dosłownie i w przenośni na najnowszym albumie muzyka. Trafiły na niego utwory skomponowane dla obu projektów ~ “Les Feux D’Artifice T’Appellent” oraz “Sonet 43″, “Sonet 20″ i “Sonet 10″ Szekspira. Z kolei szereg innych doświadczeń, związanych z chorobą matki odbił się na charakterze płyty. Muzyk powraca pamięcią do niewinnych lat młodości i dzieciństwa.

Słuchając “Songs for Lulu” towarzyszyło mi dziwne uczucie. Sam koncept nagrania krążka, na którym słychać wyłącznie unikalny głos Rufusa oraz dźwięki pianina, na pierwszy rzut oka wypada znakomicie. To zresztą spore wyzwanie, nagrać płytę bez muzycznych wypełniaczy, gdzie całość piosenki zostaje oparta na głosie oraz jednym instrumencie. Gdzie nie ma za czym ukryć swoich niedoskonałości. Jednak słuchając tego wydawnictwa “rewiowe” zacięcie Rufusa daje o sobie znać i burzy porządek konstrukcji. Album broni się utworami pokroju “So Sad With What I Have” czy zamykającym płytę “Zebulon”, gdzie muzyk wycisza się i prowadzi słuchacza od dźwięku do dźwięku, bez zbędnego zamieszania. Z kolei “Give Me What I Want & Give It To Me Now!”, True Loves” oraz “The Dream” mają spore aspiracje na temat do kolejnego musicalu i burzą spójny obraz całości. Osobiście liczyłem, że delikatność weźmie górę na tak zaplanowanym krążku, a kompozycje, które mają wpisany w siebie rozmach Rufus odłoży na inną okazję. Gdyby poszedł tropem znakomitego “Sad With What I Have” możliwe, że na płycie znalazłoby się więcej delikatnych klasyków, a tak zbyt wielka ilość inspiracji, niezdecydowanie, rozmywa jej zawartość.

Rufus Wainwright pokazał na swoim najnowszym krążku, że powrót do korzeni nie zawsze musi zaowocować dziełem znakomitym. Choć “All Days Are Nights: Songs For Lulu” klikając tutaj,zapoznasz się z całą zawartością [b69s] nie jest złym albumem, to nie spełnia wszystkich pokładanych w nim nadziei. Jak widać na swoje własne “Hallelujah” będzie musiał jeszcze poczekać.-           Marcin Bieniek/uwolnijmuzyke.pl

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s