~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

Firekites/The Bowery

Nieprzeciętne klipy i klaskanie w rytm, czyli przepis dla Australijczyków na wydanie płyty w… Luksemburgu.

Firekites to przede wszystkim akustyczne granie, wsparte nienachalną elektroniką. Australijczycy swoim debiutanckim albumem na kolana nie powalają, lecz jednocześnie nie odrzucają. Ich głównym atutem są… oryginalne teledyski. Pomysłowość, wkład intelektualny w nie włożone ukazują, iż relatywnie prostymi środkami, nie uciekając się do bezpruderyjności czy wszechobecnego efekciarstwa  można wzbudzić zainteresowanie u widza.

Muzyki nie słuchamy jednak dla wrażeń wzrokowych, wszak nie każdy jest synestetą. Na żadnym z 10 utworów nie ma nadzwyczajnych popisów wokalnych, boć i nie na brylowaniu bazuje twórczość tych muzyków. Głos pełni tutaj często rolę uzupełniającą, czego efektem cicho wyśpiewywane słowa. Zadanie przydzielone warstwie instrumentalnej jest już bardziej wymagające, chociaż admiratorzy solówek rozczarują się. Zabawa zespołu gitarą elektryczną z przesterem nie wywoła raczej w tym wypadku pogo, teoretycznie ostrzejsze partie zostały w zachwycający/przerażający sposób wygładzone.

Sympatycznie prezentuje się wyklaskiwanie rytmu, które doskonale współgra z osobliwym klimatem nagrań grupy. Niektóre z kompozycji są wyłącznie instrumentalne, pojawia się w nich kilka producenckich smaczków, ale w branży muzycznej podobnego podejścia nie brakuje. Dlatego też o przełomowej innowacyjności mowy być nie może.

“The Bowery” to kolejny z grona albumów ujmujących przede wszystkim klimatem. Nie jest jednak tak, iż na albumie brakuje kawałków wyróżniających się, kandydatów na single. Urzeka np. “Same Suburb Different Park”, czyli jeden ze wspomnianych utworów z teledyskiem. Obezwładnia tu mnogość poruszonych aspektów muzycznych, eklektyzm. Tym bardziej, jeżeli całość trzyma się w wyznaczonych ramach i zespół nie daje chaosowi wyjść na pierwszy plan.

A poza tym? Jest spokojnie, momentami melancholijnie. Przy takim ograniczeniu czasowym trudno o nudę (wyłączając spośród grup docelowych ludzi z ADHD). Chomiki chrumkają, że w 2011 roku pojawi się następca debiutu. Czy Australijczykom starczy pomysłów na kolejny quasi-akustyczny zestaw piosenek, od których nie wieje nudą? Dowiemy się po przerwie.- Łukasz Stasiełowicz/um.pl

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s