~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

Ania Dąbrowska/Ania Movie

Nagrywanie coverów kojarzone jest głównie z początkującymi artystami, którzy najzwyczajniej chcą w ten sposób zwrócić na siebie uwagę. Ale czasem na taki ruch decyduje się również muzyk w pełni ukształtowany ~ pewny swojej pozycji, wiedzący, że może sobie na taką beztroskę pozwolić. Wtedy istnieje duża szansa na to, że otrzymamy produkt co najmniej niezły ~ tak jak w przypadku Ani Dąbrowskiej i jej wydanej w zeszłym roku płyty „Ania Movie”.

Podobno pomysł na zbiór nowych aranżacji ulubionych piosenek wielokrotnej laureatki Fryderyków zrodził się już dawno. Kiedy jednak okazało się, że większość wybieranych utworów związana jest z dziesiątą muzą, Ania zdecydowała się pójść właśnie w tym kierunku. Owocem tego jest płyta zawierająca dziewięć nowych aranżacji piosenek filmowych, pochodzących z bardzo różnych obrazów (wymieńmy choćby „Nocnego kowboja”, „Absolwenta”, „Kill Billa”, „Głębokie gardło 2”, czy ciągle popularny serial „M.A.S.H.”). Jednakowo eklektyczne są gatunki muzyczne, w większości zakorzenione w latach 60. i 70., z którymi przyszło zmierzyć się polskiej wokalistce. W jej wykonaniu zostały one jednak sprowadzone do lekko usypiających, nawet loung’owych brzmień. Dlatego pomimo wszelkiej pierwotnej różnorodności, „Ania Movie” prezentuje się jako płyta jednolita, co w tym przypadku dla jednych stanowić będzie duży plus, a dla innych zapowiedź sporej dawki nudy.

Dokonując selekcji materiału, Ania kierowała się przede wszystkim własnym gustem, a przy tworzeniu chciała mieć dużo zabawy i radości ~ pozytywny nastrój udziela się również słuchaczom, co jest największym atutem albumu. Natomiast poszczególne, wybrane aranżacje i obrana dla nich stylistyka pozostaną na zawsze kwestią podlegającą indywidualnej ocenie każdego odbiorcy. Zatem w przypadku „Ania Movie” jakiekolwiek złożone analizy i porównania z oryginałami nie mają dla mnie większego sensu. Nie mają, ponieważ łatwo wtedy o rozczarowanie albo o przegapienie w tej płycie tego, co udało się osiągnąć autorce takich przebojów jak „Nigdy więcej nie tańcz ze mną”.

Co ciekawe, krążek z muzyką filmową dobrze wpisuje się w dotychczasowe dokonania piosenkarki. Pełno tu spokojnych, kołyszących, dźwięków retro znanych z poprzednich płyt, a i typowy pozostaje także sposób śpiewania (wystarczy przyjrzeć się takiemu „Everybody’s Talkin” pierwotnie wykonywanemu przez Nilssona), co zadowoli najpewniej wszystkich miłośników wcześniejszych hitów uczestniczki programu „Idol”. Trzeba jednak pamiętać, że według zapowiedzi jest to ostatni krążek utrzymany w takiej stylistyce. Za jakiś czas artystka może ujawnić całkiem nowe oblicze, co wśród fanów wprowadza naturalnie trochę niepewności, ale i zaciekawienia, ponieważ w przypadku Ani można chyba ciągle mówić o nie do końca wykorzystanym potencjale muzycznym.

Dowodem dużej dbałości jest przełożenie daty wydania płyty (pierwotnie premiera była planowana na 22 marca ub.r.). Podobno Sony Music wycofało cały nakład ze sklepów z powodu tajemniczej wady technicznej. Jeżeli nie był to jedynie zabieg marketingowy, to widać, że wszystkim zależało żeby całość była dopięta na ostatni guzik ~ i taka też jest. „Ania Movie” to propozycja nie tylko dobrze wyprodukowana, zaaranżowana, ale i nieźle zaśpiewana, przeznaczona jednak tylko dla fanów przyjemnych, popowo-soulowych, momentami nawet jazzowych dźwięków (a ci pokochają chociażby cover „Silent Sight” z repertuaru Badly Drawn Boy albo „Give Me Your Love” Curtisa Mayfielda), będących swoistym hołdem dla zakurzonych już nieco piosenek.-
źródło/esensja.pl


Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s