~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

Najsłynniejszy głos bez twarzy/Piotr Kaczkowski kończy 65 lat!

Legenda dziennikarstwa radiowego. Na antenie Trójki od blisko półwiecza. Niekwestionowany autorytet, przyjaciel wielu gwiazd i kreator muzycznych gustów paru pokoleń Polaków. Konsekwentnie unika pokazywania swojej twarzy w mediach. Wielu go naśladuje, ale oryginał może być przecież tylko jeden. Dziś ma swój jubileusz.

~ Specjalizuje się w muzyce, ale jest prawdopodobnie najlepszym dziennikarzem radiowym w Polsce w ogóle ~ podkreśla Leszek Adamczyk, długoletni kolega Piotra Kaczkowskiego z Trójki, który zastępuje go teraz w nadawanym od 43 lat „MiniMaksie”. ~ To bez dwóch zdań gigant ~ wtóruje mu Zbigniew Hołdys. ~ Rzadki przypadek człowieka sztuki, który nie tworzy i nie wykonuje muzyki, ale w fantastyczny sposób maluje przy jej pomocy pobudzające wyobraźnię obrazy, stając się pełnoprawnym bratem tych, którzy grają. Nie ma, nie było i nie będzie w naszym kraju drugiej osoby, która byłaby równie zasłużona dla popularyzacji muzyki.

I faktycznie… Wystarczy spojrzeć na listę audycji, które nieodparcie kojarzą się z charakterystycznym głębokim głosem Piotra Kaczkowskiego. Najważniejsze? Przede wszystkim wspomniany „MiniMax”, czyli „minimum słów, maksimum muzyki”, ale także muzyczna odsłona „Zapraszamy do Trójki” albo „W tonacji Trójki” i „Trójka pod Księżycem”. Wszystkie, i nie bójmy się tego słowa, kultowe. Rola Kaczkowskiego nigdy nie ograniczała się do grania utworów i wypowiadania kilku zdań. ~ zawsze był kreatorem ~ przekonuje Hołdys ~ Wychowało się na nim kilka pokoleń słuchaczy.

Piszę do Pana list…

Wielu z tych, którzy się na audycjach Kaczkowskiego wychowało, poszło później w jego ślady. ~ Grał najlepszą muzykę, narzucał gust, więc od samego początku bardzo mi odpowiadał ~ wspomina Grzegorz Miecugow, w Trójce pracujący w latach 80′. Wcześniej był jej zapalonym słuchaczem. ~ Piotr jest jedynym człowiekiem, do którego napisałem do radia list. Byłem wtedy w liceum. Bardzo podobał mi się jakiś zagrany przez niego utwór, więc poprosiłem o jego powtórzenie. Piotr oczywiście tego nie pamiętał, bo poznaliśmy się jakieś piętnaście lat później, ale dla mnie ten list był bardzo ważny.

Swój list napisał także Paweł Kostrzewa, dziś już szef redakcji muzycznej Onet.pl, w latach 1996 – 2005 związany z radiową Trójką. ~ Wczesną wiosną 1994 roku urodził mi się syn. Pracowałem w radiu we Wrocławiu. Byłem w siódmym niebie. Pink Floyd wydali po latach „The Division Bell”, a „High Hopes” w okolicach Świąt Wielkanocnych brzmiało podniośle [pamiętam tę audycję:) przyp.~b69s]. Postanowiłem napisać do niego, speca od Floydów. Napisałem jeden raz w życiu list do osoby, której nie znałem, był osobisty. Niespełna trzy lata później pracowaliśmy w jednym radiu! W jakiejś rozmowie wyszło, że pamięta. To było miłe.

Kostrzewa słuchał audycji Kaczkowskiego przez całe liceum. Najczęściej były to popołudniowe „Zapraszamy do Trójki” w soboty i programy nocne. ~ W latach 80′. był dla mnie bogiem. To przede wszystkim przez Piotra pokochałem radio bardziej i zacząłem marzyć o pracy przed mikrofonem.

Olejnik na szpuli

Sentymentu do Piotra Kaczkowskiego nie ukrywa także Monika Olejnik, jedna z najbardziej cenionych dziennikarek w Polsce, która w Programie III pracowała przez 18 lat. Pierwszy kontakt z Kaczkowskim miała jako młoda dziewczyna, marząca o pracy w stacji. Umówiła się wtedy na spotkanie ze Sławomirem Zielińskim, ówczesnym wicedyrektorem. ~ Rozmowa była dość burzliwa, ponieważ Sławek mocno się spóźnił, a ja zrobiłam mu z tego powodu małą awanturę. I akurat wtedy przechodził obok nas Piotr. Zatrzymał się i powiedział: „Nadaje się, przykleić jej zieloną i czerwoną i nadaje się”. W tamtych czasach w radiu korzystano jeszcze ze szpul. Początek taśmy oznaczony był zielonym paskiem, a końcówka ~ czerwonym. Takie słowa były więc naprawdę olbrzymim komplementem.

Olejnik podkreśla, że Kaczkowski stał się dla tak wielkiej liczby słuchaczy guru także dlatego, że zdobywał i prezentował na antenie albumy, których w Polsce nie można było w żaden sposób zdobyć. ~ Dziś półki sklepowe uginają się od najprzeróżniejszych tytułów, więc nie mamy już z tym żadnego problemu ~ mówi dziennikarka. ~ Piotr potrafi jednak wybrać z tego olbrzymiego zalewu płyt rzeczy, które są najlepsze i najwartościowsze. To spora sztuka.

Serce czyni trenera

Ta sztuka wymaga jednak ogromnego nakładu czasu. Sam Kaczkowski przyrównuje swoją funkcję do roli „trenera-selekcjonera”. Jak mówi, w ciągu tygodnia słucha około piętnastu godzin nowej muzyki. Wybiera z nich około dwie. Przed audycją dokonuje dalszej selekcji według kryteriów, które nie do końca jest w stanie wyjaśnić. ~ To jest jakaś tajemnica, której ja nie znam, boję się, że jak ją poznam, to już nie będzie tajemnicą i nie będzie mnie to interesowało.

Jak podkreśla, niczego nie ocenia przez pryzmat przynależności gatunkowej, a zespół, utwór czy płyta muszą go po prostu poruszyć. ~ Nie szufladkuję tej muzyki, ja jej nie nazywam, więc albo zadrży do niej moje serce albo nie zadrży. I to jest właściwie jedyne kryterium.

Debiut z Lennonem

Piotr Kaczkowski urodził się 14 lutego 1946 roku w Krakowie. Wkrótce potem jego rodzice ~ fotograf Adam Kaczkowski i żona Wanda ~ przenieśli się do Warszawy. Pierwszy kontakt z radiem miał w wieku 7 lat, gdy nauczycielka ze szkoły muzycznej wytypowała go do zagrania „Rzepki” na fortepianie w Studiu M-2 (dzisiejszym Studiu im. Agnieszki Osieckiej) przy ulicy Myśliwieckiej. Tego dnia miał oznajmić rodzicom, że będzie pracować w radiu. Stało się to faktem już 10 lat później, 20 marca 1963 roku. Miał 16 lat, gdy zadebiutował w „Klubie przyjaciół piosenki” w Rozgłośni Harcerskiej. Pierwszą zaprezentowaną przez niego piosenką było „Love Me DoThe Beatles. Dzięki Witoldowi Pogranicznemu, który dostrzegł w głosie nastolatka ogromny potencjał, szybko zadebiutował na antenie Jedynki i Trójki. W 1965 otworzył w Jedynce pierwszą audycję Młodzieżowego Studia „Rytm”. Trzy lata później zaczął prowadzić „Mini-max, czyli minimum słów, maksimum muzyk”. To, co nastąpiło później, jest niczym innym jak klasyką polskiego dziennikarstwa radiowego. Praca w radiu nie przeszkodziła mu w ukończeniu studiów na kierunku filologii angielskiej.

Czym się Piotr Kaczkowski wyróżniał już wtedy, oprócz pasji i ogromnej wiedzy muzycznej? Jak mówi Leszek Adamczyk, Kaczkowski jest razem z Wojciechem Mannem prekursorem nowej szkoły radiowej. ~ Zauważyłem to 30 lat temu, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. W latach 70′ większość audycji wcześniej nagrywano, a dziennikarze przychodzili do studia z napisanym tekstem. Co do kropki, włącznie z „Dzień dobry, tu mówi…”. To była jeszcze taka przedwojenna szkoła… Tymczasem Piotrowi wystarczała płyta w dłoni i własna głowa. I wychodziło mu to nawet lepiej niż gdyby miał napisane. Takie podejście było wtedy absolutną sensacją.

Widzialny niewidzialny

Kaczkowski znany jest z niechęci do pozowania do zdjęć czy pokazywania w mediach swojej twarzy, choć bardzo często spotyka się ze słuchaczami na spotkaniach autorskich. Jego przyjaciel, dziennikarz i prezenter radiowy Jerzy Janiszewski, związany kiedyś z Trójką, a obecnie z Radiem Lublin, wspomina takie zdarzenie. ~ Prowadziliśmy kiedyś w Lublinie wspólnie koncert, bodajże jubileusz Budki Suflera. Piotr go zapowiedział. Niestety, w lokalnej telewizji nie mieli pojęcia, że pod żadnym pozorem mają tego nie pokazywać, więc jego zapowiedź puścili. I wybuchła afera.

Skąd ta awersja do eksponowania własnego wizerunku? Sam mówi, że odwracałoby uwagę od prezentowanej muzyki. ~ Piotr mi to kiedyś wyjaśnił ~ wspomina Zbigniew Hołdys. ~ Tu chodzi o magię radia, którego on jest przecież reprezentantem. Nie jest więc ważne jak wygląda, bo jego wizerunkiem jest głos. A głos jest przecież niewidzialny.

Grzegorz Brzozowicz, w Programie III pracujący w latach 1984 – 1992, dopatruje się w takim podejściu pewnej autokreacji. ~ Jego wybór jest absolutnie genialny. Radio to przecież medium najbardziej ciepłe, w przeciwieństwie do telewizji, z której bije ogromny chłód. Piotrek od początku założył, że chce być postacią nieznaną z twarzy, gdyż dzięki temu miliony mogą go sobie w różny sposób wyobrażać.

Uchem krytyki

Mimo że Kaczkowski uznawany jest za dziennikarskiego giganta w niemal wszystkich kręgach, nie każdy podchodzi do jego pracy bezkrytycznie. ~ Gdy go poznałem, byłem do niego wrogo nastawiony ~ przyznaje bez ogródek Brzozowicz. ~ Później to minęło, ale wtedy uważałem, że robi złą robotę. Nadal w wielu sprawach się z nim nie zgadzam. Piotr rozpropagował w Polsce muzykę wczesnych lat 70′, czyli rocka progresywnego. W drugiej połowie tamtej dekady ten gatunek był chyba największą możliwą zakałą. Pamiętam, jak bardzo się przeraziłem, gdy przyjechałem wtedy do Polski po pięciu latach spędzonych w Jugosławii. Tamtejsze radio było otwarte na nowe brzmienia, na punk, nową falę, tymczasem u nas ciągle leciały Genesisy, Yesy i inne badziewia. Wydawało mi się, że jesteśmy na jakiejś prowincji, która zachwyca się czymś, co dla całego świata jest już passé.

Brzozowicz potwierdza jednak, że siła Kaczkowskiego jako prezentera radiowego „jest gigantyczna”. ~ On wykreował przed mikrofonem niezwykłą magię. Odkąd pamiętam, bawił się tembrem swojego głosu, oddechem, robił pauzy. Jego audycje to niemal słuchowiska radiowe, często nie mniej patetyczne niż ten cały sympho rock. Paradoksalnie, dominacja kogoś takiego wcale nie wyszła Trójce i innym stacjom na dobre. Pełno w nich jego epigonów, mniej lub bardziej udolnych naśladowców, ale przecież oryginał może być tylko jeden.

Po dolarze za sztukę

W drugiej połowie lat 80′ Kaczkowski wyjechał na dłużej do Stanów Zjednoczonych. Odwiedzał je już wcześniej, tym razem jednak udał się tam w porywie serca, zakochując się w Amerykance [Był już wtedy rozwiedziony, owocem pierwszego małżeństwa była córka Ola, dziś również prezenterka Trójki ~ Onet.pl]. Przez pewien czas wynajmował mieszkanie wspólne z Jerzym Janiszewskim. ~ Słuchaliśmy płyt, które kupowaliśmy w nocy od czarnoskórych po dolarze za sztukę ~ mówi Janiszewski. ~ Pamiętam jak za każdym razem wracaliśmy napompowani, że mamy w rękach coś nowego.

Dłuższy pobyt w Stanach wiązałby się z poważnym rozbratem z radiem, do czego Kaczkowski dopuścić nie chciał i nie mógł. ~ Krótko po moim przejściu do rozgłośni Piotrek wyjechał do USA, a ja zostałem szefem „Zapraszamy do Trójki” ~ wspomina Grzegorz Miecugow. ~ Piotrek szybko się ze mną skontaktował, mówiąc, że jednak mógłby postarać się coś nadawać, choćby na zasadzie korespondencji. Dopiero po jego powrocie do Polski dowiedziałem się, że nagrywał je w takim zaimprowizowanym studio. Pieniądze, które mu płaciłem za te korespondencje, nie pokrywały nawet kosztów przyjazdu do tamtego studia…

Pod krawatem

Współpracownicy Kaczkowskiego mówią, że potrafi swoim zachowaniem zaskakiwać. Miecugowowi szczególnie utkwiło w pamięci jedno, pozornie zupełnie błahe zdarzenie. ~ Piotrek przyjechał raz z jakiejś podróży, przyszedł do mnie i powiedział: „Wiesz, zobaczyłem taki krawat, spodobał mi się, pomyślałem, że może będziesz chciał go nosić”. Mam go do tej pory, jedwabny, śliczny. Ot, niby nic takiego, kupić koledze krawat. A jednak coś w człowieku zostaje.

Oczywiste jest, że prawie pół wieku w eterze musi wiązać się z mnóstwem innych opowieści, zabawnych wspomnień, dykteryjek. Leszek Adamczyk zwraca jednak uwagę, że Kaczkowski nie jest postacią anegdotyczną, lecz człowiekiem pewnej powagi. ~ Szczególnie interesujące w nim jest to, że z tą swoją kulturą, typową dla starszych panów, mógłby łatwo stać się anachroniczny. A tu nic podobnego. Ciągle jest aktualny i inspiruje kolejne pokolenia młodych. Co więcej, robi to z klasą. Nie próbuje się przymilać do słuchacza, naśladując jego język czy zachowanie. Jest stuprocentowym sobą.

Queen przed premierą, czyli królewskie zamieszanie

Zdarzało się, że za sprawą Piotra Kaczkowskiego dochodziło w Trójce do nieprzewidywalnych, a nawet nerwowych sytuacji. Jerzy Janiszewski do dziś pamięta niezapomniany występ Boba Dylana z Madison Square Garden, zorganizowany w 1992 roku na 30-lecie jego działalności. Koncert transmitowany był przez dwie polskie stacje, RMF FM i Radio Lublin. – Zadzwoniłem do Piotra mówiąc, że całą noc to rejestruję. On zapytał, czy mógłbym mu rano wysłać taśmę z Lublina do Warszawy pociągiem. Nagrałem więc najważniejsze fragmenty i posłałem. Następnego dnia Piotr zagrał je w „Zapraszamy do Trójki”. Problem w tym, że żaden z nas nie wiedział, iż wyłączne prawo do retransmisji ma Radio WAWA. I zrobiło się niefajnie, bo Trójka zagrała to wcześniej, i to właściwe najważniejsze utwory.

W 1991 roku wybuchła inna afera, gdy Trójka zagrała przed premierą utwory z albumu „Innuendo” grupy Queen ~ Piotr załatwił kasetę z USA i tak to poszło. Nie wiedzieliśmy, że prawo do premierowej emisji tych piosenek zakupiło RMF FM. Było dość nieprzyjemnie, ale jakoś wyszliśmy z tarapatów, kłamiąc, że taśma przyszła do nas z Afryki.

Służba nie drużba

Częściej zdarzało się jednak, że przedpremierowe granie Kaczkowskiego skutkowało natychmiastowym narodzeniem się wielkiego przeboju. Tak było na przykład w 1982 roku z „Autobiografią” Perfectu. Zbigniew Hołdys był w studiu, gdy piosenka po raz pierwszy została zaprezentowana. ~ To było w audycji „Zapraszamy do Trójki”. Tego dnia dowiedziałem się, że Służba Bezpieczeństwa wypytuje o mnie, szukając prawdopodobnie jakiegoś haka. Bałem się, że dostaniemy zakaz występowania i ludzie się nawet o nas nie dowiedzą… Przyjechałem do Piotra, prosząc o jakąś pomoc. Wiedziałem, że ma taśmę z tym utworem, którą dałem mu kilka miesięcy wcześniej, wyłącznie do prywatnego odsłuchu. A on puścił go przy mnie w całości, bez żadnej cenzury. Tydzień później „Autobiografia” była już na 1. miejscu listy przebojów.

Rozmowy w toku

Jednym z wyróżników stylu i osobowości Piotra Kaczkowskiego są wywiady, jakie przeprowadza z największymi światowymi gwiazdami. ~ Nikt inny z nimi tak nie rozmawia ani nie zadaje im takich pytań ~ mówi Monika Olejnik. ~ Dobrym przykładem może być jego rozmowa z Chrisem Reą ~ dodaje Leszek Adamczyk. ~ Rea był po długiej i ciężkiej chorobie. Inni dziennikarze pytali na okrągło, jak się czuje i jak nauczył się grać na gitarze. Piotr zaczął w taki sposób, jaki stosuje zawsze, czyli zupełnie niekonwencjonalny. Rozmowa trwała ponad godzinę, a Rea wcale nie chciał jej kończyć. Kiedy artysta widzi, że pytający wie o jego karierze naprawdę dużo i nie pyta go o głupoty, zaczyna mówić na tematy, których normalnie w ogóle by nie poruszył.

Najdłużej Kaczkowski czekał na rozmowę z Peterem Gabrielem ~ Prosiłem o wywiad w 1978 roku, a on się odbył w 2000 roku ~ śmieje się. Wiele z wywiadów, jakie przeprowadził z największymi muzykami naszych czasów, znalazło się w trzech wydanych przez niego książkach ~ „Przy mikrofonie Piotr Kaczkowski” , „42 rozmowy” i „Rozmowy trzecie”. To nie jedyna jego aktywność wydawnicza ~ do tej pory ukazało się kilkanaście płyt z nazwiskiem Piotra Kaczkowskiego na okładce, w tym pięć części „Minimax pl” (kompilacje emitowanych w audycji utworów młodych polskich zespołów) czy osiem odsłon „Trzeszczącej płyty” (składanek prezentujących polskie i zagraniczne piosenki sprzed kilkudziesięciu lat).

Spacer z Tori

Kaczkowski ma wśród polskich i zagranicznych muzyków wielu przyjaciół i sympatyków, może też liczyć na ich specjalne względy. Dla przykładu Michael Stipe z R.E.M. otrzymał od niego kolekcję rysunków uwielbianego przez siebie Brunona Schulza, którą dziennikarz miał po swoim ojcu. Elton John natomiast korzystał z jego pomocy jako przewodnika i tłumacza w 1984 roku, podczas swojej trasy koncertowej po Polsce.

Szczególna więź łączy Kaczkowskiego z Tori Amos. Poznał ją na początku lat 90′ na festiwalu w Cannes. ~ Oboje bardzo się zaprzyjaźnili ~ mówi Jerzy Janiszewski. ~ Nic w tym dziwnego. On to intelektualista, a ona też mądra. To chyba jego największa muzyczna miłość. Nikt na świecie, włącznie z samą zainteresowaną, nie ma takiego zbioru Tori Amos jak on. Jestem pewien, że w sprzyjających okolicznościach mogłaby być jego żoną.

Amos kilkakrotnie przyjeżdżała do Polski na zaproszenie dziennikarza. Dwukrotnie wystąpiła też w Studiu im. Agnieszki Osieckiej na specjalnych koncertach dla słuchaczy jego audycji.

Piotr Kaczkowski kończy dziś 65 lat, ale to wcale nie oznacza, że myśli o emeryturze. Przeciwnie, na dobre wraca do „MiniMaxu”, który od kwietnia 2009 roku w związku z jego poważną chorobą prowadził w zastępstwie Leszek Adamczyk, na dobre też wraca do Trójki. Najważniejsze, że mimo ostatnich nieobecności nigdy go z niej tak naprawdę nie ubyło.-
Paweł Piotrowicz/onet.pl [drobna korekta, linki i zdjęcia~b69s]

Fragmenty wywiadów z minimax.info ~ Serwisu słuchaczy audycji Piotra Kaczkowskiego> [ Link ]

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s