~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

Nick Drake/Five Leaves Left

Pewne płyty nie mogą być popularne, tak jak niektórzy artyści z góry skazani są na zapomnienie. Oczywiście nie zupełne, ale raczej takie, z jakim do czynienia mają choćby artyści ~ malarze, dopraszający się o sławę, uznanie i pieniądze, a znajdujący ją dopiero wiele lat po swojej śmierci.

W muzyce zdarza się podobnie. Nawet dziś, w czasach, gdy dostęp do muzyki jest dużo łatwiejszy, a różne portale czy spotify ułatwiają z jednej strony znalezienie ciekawego wykonawcy, a z drugiej zapewniają nieograniczony wręcz dostęp do rwącej rzeki różnych muzycznych stylów i gatunków. Mimo tej rewolucji i tak poznajemy tylko małą cząstkę powstającej w świecie muzyki, bo przecież nasze możliwości poznawcze też są mocno ograniczone. Nawet przeznaczając większość dobowego czasu wyłącznie na odsłuchy kolejnych artystów, nie wystarczy nam życia na poznanie choć małego ułamka tego światowego dziedzictwa.

W ten sposób również dziś znikają dzieła znaczące, które nie trafiły na swoje „5 minut”. Albumy, których wytwórnia płytowa promować nie chce, albo promuje w taki sposób, aby nie wylansować. Muzycy piszący znakomite kawałki, ale nie wywołujący burd, nie szokujący makijażem lub tym, że w bieliźnie lub bez przyszli na rozdanie nagród. O nich świat szybko zapomina lub nawet czasami nie ma szans, by się w ogóle dowiedział. Przed laty było jeszcze trudniej w przebiciu się na „szczyt”. Nagrywano płyty, wtajemniczeni przekazywali sobie o nich informację na różnych spotkaniach, zabawach i nielicznych koncertach [tak, w tamtych czasach nie było innej możliwości, nie było medium zwane internetem], ale działo się to coraz wolniej i wolniej, i po kilku latach [a czasami miesiącach] słuch o artyście ginął. A czasem? ~ czasem ginął sam artysta. Jakoś tak zwyczajnie, bez rozgłosu, nie w basenie, na motorze lub podczas upojnej imprezy, więc poza krótką notką w dole gazetowej kolumny nic więcej do świata nie trafiało.

Czy gdyby dziś Nick Drake nagrywał płyty, odnosiłby sukcesy? Trudno powiedzieć. Zależy jak ów sukces zdefiniujemy. Pewnie nie, bo taka muzyka, jaką znajdziemy na „Five Leaves Left” [1969] nie zawojowałaby list przebojów. Dziś rozgłośnie radiowe graną muzyką praktycznie niczym się nie różnią jedna od drugiej [poza małymi wyjątkami], podobnie jest ze stacjami muzycznymi w TV, które także tych bardziej ambitnych, nie rozpieszczają swoim prezentowanym materiałem. Ale przecież jest jeszcze Internet! Jest w nim ogrom serwisów muzycznych, cała masa blogów, których autorzy robią wszystko, by odszukać, zaprezentować i wykrzyczeć światu, iż taki, czy inny artysta zasługuje na uznanie. Stąd popularność ludzi, którzy w świecie blichtru radiowo ~ telewizyjno ~ bulwarowego nie mają czego szukać. Popularność ograniczona, ale zauważalna. Zapewne Nick Drake znalazłby się dziś w tej grupie.. właściwie, to on wśród tych artystów jest już od bardzo dawna.. kontynuując paralelę z początku recenzji ~ są artyści, jak malarze, malujący głosem piękne obrazy, którzy uznanie i popularność odnajdują dopiero po nieszczęśliwej, przedwczesnej śmierci.

Na albumie znajduje się 10 utworów. Tajemniczych, spokojnych, lekko rozmarzonych. Zachęcających do cieszenia się chwilami, gdy nic się nie dzieje i przestrzegających przed nieuchronną samotnością. Tak jest choćby w „Way To Blue”, gdzie Nick śpiewa głosem ani nie specjalnie namiętnym, ani nie znudzonym. Po prostu śpiewa, akompaniuje mu oszczędnie pianino, albo na przemian, akustyczna gitara lub smyczki, zaaranżowane z takim wyczuciem, jakby miało chodzić o radość z każdej uratowanej przed smutkiem chwili. […] Każde z tych nagrań to piękna podróż w nieznane, wprowadzająca słuchacza w nastrój błogiej, cichej angielskiej wsi, gdzie wolno toczy się życie, niczym nie zmącone miejskim gwarem. To takie połączenie sennej, lekko tajemniczej atmosfery rodem z „Pikniku pod Wiszącą Skałą”, gdzie czuć w powietrzu, że zaraz coś się wydarzy i amerykańskiej prowincji z „The Bridges of Madison County”, gdzie właściwie na dobrą sprawę nic się nie wydarzyło. A zarazem zdarzyło się tak wiele. Takie też jest te 10 nagrań, absolutne arcydzieła smutku i piękna.

„Five Leaves Left” [cała zawartość albumu znajduje się pod tym adresem] to obowiązkowa pozycja dla wszystkich wrażliwców. Bo to jedno z tych muzycznych dzieł, które już po pierwszym wysłuchaniu pozostaje z nami na zawsze. Melancholijny, wyciszony, po prostu inny pięknie namalowany świat.- źródło/ArtRock.pl [subiektywna korekta, linki oraz zdjęcia~b69s]

Wideo > Way To Blue


Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s