~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

Joe Cocker

Official Website

Gestykulacja niczym u paralityka traktowanego elektrowstrząsami, grymasy jak u kogoś, kto przez pomyłkę wypił sporą miarkę soku wyciśniętego z tuzina cytryn, a w tle ~ ozdobiony solówką Jimmy’ego Page’a utwór With A Little Help From My Friends, który oryginalnie ukazał się na albumie The Beatles „Sergeant Pepper’s Lonely Hearts Club Band”. W 1969 roku ta optymistyczna piosenka, pierwotnie zaśpiewana przez Ringo Starra, stała się pierwszym wielkim przebojem Joe Cockera, jeszcze niedawno montera instalacji gazowych w Sheffield, który stał się jedną z gwiazd legendarnego festiwalu Woodstock.

W tej krótkiej, zarejestrowanej w 1975 roku na telewizyjnej taśmie migawce z przeszłości, to jednak nie Cocker osobiście był bohaterem amerykańskiego programu komediowo-satyrycznego Saturday Night Live, ale John Belushi. Jego imitacja scenicznego image’u brytyjskiego wokalisty była tak doskonała, że wymykała się standardowej klasyfikacji jako parodia. To był majstersztyk sztuki imitacji, choć wzbudził dużą niechęć fanów Cockera. Ale najbardziej osobliwe jest to, że reakcja samego zainteresowanego była praktycznie zerowa.

Nie chodzi o to, że nie były to czasy You Tube czy Facebooka, gdy miliony informacji, plotek i wideo-clipów fruwają po całym świecie niczym kwiatowe pyłki w słoneczny, wiosenny dzień. Chodzi o to, że Cocker w tym czasie w ogóle bardzo mało interesował się tym, co dzieje się wokół niego. Chlał na potęgę, brał heroinę, tracił głos, a jego świetnie zapowiadająca się kariera zdawała się zmierzać w ekspresowym do tempie do definitywnej i ostatecznej katastrofy. Jedna z ówcześnie wydanych encyklopedii rockowych podsumowała nawet jego biografię słowami, że stał się on „jedną z najbardziej zasmucających ofiar rocka”.

Cocker znalazł jednak dość sił, by zerwać z nałogami i ~ dzięki wcale nie małej pomocy ze strony przyjaciół ~ przetrwać ten największy w jego całej karierze kryzys. Niestety, tego nie udało się dokonać jego amerykańskiemu imitatorowi, Belushiemu – niezapomnianemu Jake’owi z filmu Blues Brothers – który 5 marca 1982 roku, w wieku 33 lat, rozstał się z tym światem wskutek przedawkowania narkotyków.

Mężczyzna z przeszłością

Cocker został przez naturę obdarzony jednym z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych głosów w całej historii rocka czy też, jak chcą tego inni, białego bluesa i rhythm’n’bluesa. To był głos jakby wydobywający się nie z płuc lecz wprost z samych trzewi i kształtowany nie przez dane każdemu zwyczajne struny głosowe, lecz filtrowany przez pokłady gruboziarnistego papieru ściernego. Dzięki temu głosowi i maestrii, z jaką operował nim Cocker, nawet najbardziej banalne piosenki ~ a do takich bez wątpienia zaliczają się „With A Little Help From My Friends” czy ballady I Can Stand A Little Rain i „You Are So Beautiful”  – nabierały zaskakującej głębi egzystencjalnej i emocjonalnej. Ten zresztą niemożliwy do podrobienia głos, wydobywający zupełnie nowe znaczenia i treści z cudzych, niby dobrze znanych utworów był jego kartą przetargową w czasach, gdy na łeb na szyję spadały ceny akcji wszystkich rockmenów, którzy nie byli w stanie zapewnić sobie autorskiego repertuaru.

Gdy jednak w 1971 roku Cocker zszedł z wielkiej, dziś już legendarnej trasy koncertowej Mad Dogs & Englishmen, w której pod wodzą Leona Russela jako kierownika muzycznego uczestniczyło około 40 muzyków (w tym Rita Coolidge, członkowie Delaney & Bonnie i Derek & The Dominos), a która uwieczniona została na dwupłytowym albumie i klasycznym już dziś filmie dokumentalnym, zmęczenie, długi i ucieczka w alkohol i narkotyki skierowały go bezlitośnie na drogę prowadzącą wprost na cmentarzysko przedwcześnie wypalonych i zgasłych gwiazd rocka.

Na nogi, w sensie metaforycznym i dosłownym, postawił Cockera w 1975 roku nieoczekiwany sukces ballady „You Are So Beautiful”, jednak na jego pełny powrót na scenę trzeba było czekać do 1982 roku, gdy zaśpiewana w duecie z Jennifer Warnes i włączona do filmu „Oficer i dżentelmen” piosenka „Up Where We Belong” zdobyła koronę dorocznych muzycznych nagród: Złoty Glob, Oscara i Grammy. Dużym powodzeniem cieszył się też nagrany kilka lat później singel z utworem Randy’ego Newmana You Can Leave Your Hat On, spopularyzowany przez śmiały erotycznie film „9 i pół tygodnia” z Kim Basinger i Mickey’em Rourke’m.

Niektórzy krytycy sarkali na to zauważalne „zmiękczenie” stylu śpiewania Cockera, inni jednak dostrzegli w nim zupełnie nową, bardziej intymną jakość narracji, charakterystyczną dla dojrzałego mężczyzny z przeszłością. Zapewne ci drudzy mieli rację, bo w gruncie rzeczy Cocker podążał ścieżką wydeptaną przez swoich idoli, czarnych wokalistów bluesowych i soulowych, którym – w przeciwieństwie do starzejących się szybko rockmenów, żałosnych zwłaszcza kiedy śpiewają o figlach z nastolatkami – wiek i bagaż doświadczeń dodawały autentyzmu i wiarygodności.

Powrót na scenę po chudych latach nałogów i raczej słabych płyt Cocker podsumował autobiograficznym utworem „I’m So Glad To Be Standing Here Tonight”, zaś swoją artystyczną metamorfozę od protoplasty pub-rocka, jakim bez wątpienia był, do rangi jednego z najwybitniejszych ~ obok Vana Morrisona czy Roda Stewarta – wokalistów w historii rocka przypieczętował świetnym albumem „Unchain My Heart” [1987], będącym oczywistym ukłonem w stronę klasycznej rhythm’n’bluesowej tradycji spod znaku Raya Charlesa. Dwadzieścia lat później znakomite płyty „Heart & Soul” i „Hymn For My Soul” już tylko przypieczętowały jego pozycję.  Choć nigdy nie było mu dane osiągnąć takiej popularności, jak The Beatles czy The Rolling Stones, jego solidny, choć mniej efektowny medialnie, wkład do brytyjskiej muzyki doceniła nawet sama Królowa Elżbieta II, odznaczając go w 2007 roku Orderem Imperium Brytyjskiego.

Z małą pomocą przyjaciół…

Do osiągnięcia przez Cockera dzisiejszego statusu „skarbu narodu” trzeba było jednak wielkiej i bezgranicznej miłości do muzyki oraz zawziętości i żelaznej woli przetrwania. We współczesnych biografiach dyskretnie przemilcza się fakt, że po totalnym zwycięstwie autorskiego nurtu w muzyce rockowej w drugiej połowie lat 60., Cocker ~ mimo mistrzostwa, z jakim wykonywał utwory innych wykonawców i sympatii, jaką darzyła go publiczność ~ przez długie lata, aż do lat 80., uważany był przez recenzentów za artystę raczej drugiej kategorii. Wprawdzie próbował on pisać własne utwory, ale rezultaty tych wysiłków były raczej średniego lotu. Tak naprawdę, w krytycznych momentach, a tych było bez liku, w utrzymaniu się na powierzchni niepoślednią rolę odegrało grono sławnych i wpływowych przyjaciół.

Od samego początku bowiem ~ a raczej od czasu rozwiązania jego macierzystej formacji The Grease Band ~ cenili go i chętnie współpracowali z nim najlepsi muzycy jego pokolenia, jak Jimmy Page, Steve Winwood, Jeff Beck, Albert Lee czy Eric Clapton. Sam zaś Leon Russell bez wahania wziął na siebie w 1970 roku rolę dyrektora muzycznego wielkiego, objazdowego show „Mad Dogs & Englishmen”, napisał specjalnie dla niego przebój, „Delta Lady” i nadzorował nagranie jego drugiego studyjnego albumu „Joe Cocker”. Przy nagrywaniu podszytego karaibskimi klimatami albumu „Sheffield Steel” z 1982 roku, w studiu Compass Point na Bahamach w sesjach uczestniczyła renomowana sekcja rytmiczna z Jamajki, Sly Dunbar i Robbie Shakespeare.

Wielu pierwszorzędnych autorów – bez obawy przed profanacją powierzało mu interpretację swoich utworów: od członków The Beatles i Boba Dylana (do których katalogu Cocker często i chętnie sięgał w ciągu całej swej kariery), przez Billy’ego Prestona („You Are So Beautiful”) i Jimmy’ego Webba („The Moon Is A Harsh Mistress”) po R.E.M. („Everybody Hurts”), Bryana Adamsa („When The Night Comes”) i U2 („One”). Osobiście gratulowali mu udanych nagrań ich utworów The Box Tops („The Letter”), The Lovin’ Spoonful („Summer In The City”) i INXS („Never Tear Us Apart”).

Koncerty i pstrągi

W karierze Joe Cockera [20 maja skończył 67 lat, przyp.~b69s] kluczową rolę odgrywają koncerty, o czym zresztą doskonale wiedzą także polscy fani. Wokalista pod tym względem należy do najbardziej zaharowanych ludzi w historii rocka, co zresztą świetnie dokumentuje jego całkiem obfita dyskografia koncertowa. Jak wspomina dzisiaj, od 1968 roku kawał życia spędził na trasie i na własne oczy widział, jak zmieniał się świat. „Byłem w Niemczech, gdy upadł mur. Byłem, niestety, także w Nowym Jorku, gdy zdarzył się atak na WTC z 11 września. Ale robi się dalej to, co się robi, to znaczy muzykę. Jeśli jest się muzykiem z krwi i kości, robi się swoje, nie zważając na to, co się dzieje na świecie. Gdy cofnie się do lat 60., , widać jak świat zogromniał. Dziś żyje na nim o wiele więcej ludzi, niż kiedyś. Kiedy wydawałem płytę, znałem wszystkich, którzy byli na liście przebojów. Wtedy nie było tak wielu zespołów, a dziś nie potrafiłbym wymienić z nazwy nawet połowy z nich. Świat jest też bardziej niegościnnym miejscem do życia niż kiedyś, zanim nadeszła epoka komputerów”.

Mimo pewnego rozczarowania dzisiejszym światem, Cocker ~ jak przystało na duchowego spadkobiercę raczej czarnej niż białej tradycji ~ zamierza nagrywać i koncertować, dopóki sił mu starczy i dopisywać będzie publiczność. Należy do tych szczęśliwców, którzy mimo burzliwych przejść i intensywnej działalności koncertowej ma dokąd wracać. Tą jego przystanią od szesnastu lat jest wygodny rodzinny dom położony wysoko w Górach Skalistych w miejscowości Telluride niedaleko Denver, gdzie po trudach trasy może zająć się ogrodnictwem lub łowić na muchę dorodne pstrągi w krystalicznie czystych strumieniach. Najważniejsze dla niego jest chyba to, że mimo wielu trudnych chwil przetrwał. Jak przystało na twardego brytyjskiego robola z północy.- Jerzy A. Rzewuski/onet.pl [drobna korekta tekstu, układ graficzny, linki oraz zdjęcia ~b69s]

– Joe Cocker przyjedzie do Polski na dwa koncerty „An Intimate Evening”: 09.08.2011 zaśpiewa w Poznaniu, a dzień później w Warszawskiej Sali Kongresowej.

 

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s