~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

Smashing Pumpkins

Debiut Smashing Pumpkins, „Gish”, nie był w 1991 roku tym albumem, którego każdy musiał posłuchać. Lekko dotknął rodzącej się kultury alternatywnego rocka, która wielbiła „grunge” na Północnym Zachodzie, u wybrzeży Pacyfiku, ale samemu bliżej mu było do niemodnych lat 70.

Kwartet z Chicago od samego początku wyglądał na mezalians: koraliki i falbaniaste mankiety wokalisty i gitarzysty Billy’ego Corgana, obcisła koszulka perkusisty Jimmy’ego Chamberlina, porcelanowa lodowatość basisty D’Arcy’ego Wretzky’ego, nieśmiała nieprzeniknioność gitarzysty Jamesa Iha. Ich brzmienie też było miszmaszem: metalowy ryk, zwariowany folkowy dramatyzm, gotycka rozpacz, stadionowy patos, progresywny rok, psychodelia, dziwaczna mieszanka alternatywy z mainstreamem, populizmu i wtajemniczenia.

„Gish” był umiarkowanym sukcesem, ale później w tym samym roku został pobity pod względem sprzedaży i rozgłosu przez „Nevermind”, drugi album Nirvany pochodzącej z Seattle . Kurt Cobain śpiewał piosenki bardziej zwięzłe i przystępne niż Corgan. A jednak brzmienie Pumpkins miało swój urok. I położyło podwaliny pod wielki przełom w karierze kwartetu dwa lata później: „Siamese Dream”, jeden z muzycznych kamieni węgielnych epoki.

Teraz zarówno „Gish”, jak i „Siamese Dream” doczekały się wydania de luxe, w fikuśnym opakowaniu wypełnionym niepublikowanymi wcześniej kawałkami, filmami z koncertów, wkładkami i dodatkową sztuką. Zremasterowane albumy nadal brzmią imponująco ~ wszystko dzięki skrupulatnemu przywiązywaniu wagi do szczegółów przez Corgana i producenta Butcha Viga podczas pierwotnych sesji. Dodatkowy materiał dokumentuje ewolucję Corgana jako autora piosenek. Był płodny, ambitny i lekko stuknięty ~ na granicy samobójstwa, jeżeli mu wierzyć. Był też nieomal żenująco szczery. Przelał swoje obsesje w te płyty, zapewniając zajęcie zarówno audiofilom, jak psychoanalitykom na całe dziesięciolecia.

„Gish” pozostaje jedną z najbardziej zmysłowych płyt hardrockowych dekady. W przeciwieństwie do testosteronu produkowanego obficie przez takich współczesnych jak Soundgarden, Pearl Jam czy Nine Inch Nails, Corgan miał w swoim ograniczonym głosie i Yin, i Yang, przechodząc płynnie od zduszonego wycia do delikatnego, niemal dziecięcego przydechu. Jego głos huśta się razem z gitarami, aranżacje gwałtownie zmieniają kierunek, a nie ciężko stąpają, jak to bywa w typowym hard rocku ~ a za każdym zakrętem czeka niespodzianka. Pomimo całej wrażliwości, zespół mógł zgruchotać czaszkę w najmniej oczekiwanym momencie, przechodząc z niemal całkowitej ciszy do grzmotu. Wznosząca się i opadająca dynamika w takich utworach jak na przykład „Siva” nadal robi wrażenie, jakby Corgan próbował skompresować suitę swojego ulubionego zespołu Rush, długą na całą stronę płyty, tak by zmieściła się w czterech.

Dotarł gdzie trzeba z „Siamese Dream” – z jego bardziej skoncentrowanymi, mocniej skonstruowanymi utworami, i jeszcze bardziej kładącą nacisk na szczegóły produkcją. Corgan ponownie zdominował sesje nagraniowe, grając na wszystkich instrumentach poza potężną perkusją Chamberlina. Równocześnie Iha miał bardzo duży wkład w dwie z najlepszych piosenek na płycie: „Mayonnaise” i „Soma” (piękna instrumentalna wersja jest jedną z najbardziej udanych ścieżek dodatkowych).

Niepublikowane wcześniej fragmenty ukazują, jak przebiegały prace. Próbne demo „Today” mruczy sobie jak całkiem przyjemny hardrockowy kawałek, który pewnie bywałby puszczany przez pojawiające się w tym czasie stacje radiowe grające alternatywnego rocka, a potem poszedłby w zapomnienie. Corgan jednak później wymyślił wstęp gitarowy, który nadał piosence jej pozytywkową delikatność, poczucie, że jej piękno i optymizm to tylko przykrywka. „Dziś jest najwspanialszy dzień, jaki kiedykolwiek przeżyłem” zamienia się w „Dziś jest najwspanialszy dzień, jakiego nigdy nie przeżyłem”.

„Today” było, bardziej niż jakikolwiek utwór, punktem zwrotnym w karierze Smashing Pumpkins, przełomem dla zespołu, dla którego brzmienie odgrywało główną rolę. „Siamese Dream” pełne jest melodii. Od piosenki „Luna” (zarówno w lekkiej jak mgiełka wersji studyjnej,  jak w jeszcze bardziej przejmującej wersji „robocze demo”), po palącą przesadę „Cherub Rock”, Corgan pokazywał środkowy palec scenie rocka niezależnego, która nigdy go nie przyjęła, zresztą on jej także nie. Corgan ma na koncie całkiem sporo czerstwych tekstów („Życie jest do chrzanu, kiedy jesteś fajny”), które jednak przemawiały z bezpośredniością, jakiej czasami brakowało bardziej poetyckim słowom Cobaina. Corgan był przygarbionym freakiem z przedmieścia, z rozbitego domu, podobnym do większości swoich słuchaczy, a „Siamese Dream” stanowiło ścieżkę dźwiękową życia dla sporej części jego pokolenia.

Stało się tak dzięki utemperowaniu niektórych skrajności pierwszej płyty. Wpadające w ucho melodie i ładna produkcja mogą zapewnić miejsce na radiowej antenie prawie wszystkiemu, nawet tak rozpaczliwie smutnej piosence jak „Today”. Na żywo podobne ograniczenia nie obowiązywały, jak można się przekonać na DVD z koncertu w sierpniu 1993. Zanim rozpocznie ostatni utwór, na przemian agresywny i folgujący sobie „Silver…”, Corgan radzi widowni: „Po tym już nie będziecie chcieli więcej słuchać. Będziemy tak pompatyczni, że już nigdy nie będziecie chcieli słyszeć muzyki”.

Kiedy utwór zmierza ku końcowi, Corgan krzyczy: „Kłamca! Kłamca!” w kierunku publiczności, a potem przedrzeźnia fanów domagających się bisów i samego siebie, przewodząc byle jakiemu odśpiewaniu „Rock and Roll”  Gary’ego Glittera, zanim zejdzie ze sceny.

Konfrontacyjność służyła muzyce Corgana, choć niekoniecznie jego publicznemu wizerunkowi. Nie chciał być lubiany. Chciał zostać usłyszany.- Greg Kot/Los Angeles Times [drobna korekta tekstu, linki oraz zdjęcia ~b69s]

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s