~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

GOTYE – „Making Mirrors”.

Jeśli myśleliście, że Belg z Australii nagrał tylko jedną piosenkę, to chyba warto sięgnąć po jego trzecią solową płytę i się przekonać, czy macie rację.

„Somebody That I Used To Know” to ten sam casus, co sławetny „Jożin z Bażin”. Piosenka staje się internetowym wirusem, rozpowszechnianym głównie na Facebooku. Im więcej osób się nią podzieli, tym większą zyskuje popularność, która na sukces artysty przekłada się dopiero w momencie powstania ogromnej ilości mniej lub bardziej śmiesznych przeróbek. Najlepiej z Hitlerem i kotami. Kiedy to nastąpi, kończy się żywot piosenki, a zaczyna internetowy mem. Taka przygoda spotkała Gotye, pod którym to pseudonimem ukrywa się Walter De Backer. Belg podąża śladami Phila Collinsa, perkusję zamienia na wokal i radzi sobie coraz lepiej.

Nie jest bynajmniej tak, że nową płytę nagrał tylko po to, żeby sami-wiecie-jaka-piosenka ukazała się na krążku długogrającym. Jeśli Belg zostanie jak Nena czy Omega autorem jednego, światowego hitu, będzie to dużą dla niego szkodą, bo ma sporo do zaoferowania. Jego poprzedni album „Like Drawing Blood” ukazał się w 2006 roku niedługo przed solowym debiutem Thoma Yorka ~ wspominam o tym dlatego, że De Backer ma podobne ambicje (tworzenia dobrego, alternatywnego i elektronicznego popu), ale w jego wypadku zabrakło przede wszystkim doświadczenia i osłuchania z nowymi nurtami. Przez ostatnie kilka lat nie próżnował. Na „Making Mirrors” jest wszystko to, co na przyzwoitym albumie być powinno. Trąbka w „In Your Light”, surowe elektro, ale i zręczny gitarowy riff w „Easy Way Out” i sporo retromanii. Przebojowe i proste „I Feel Better” to jednak ukłon prosto w stronę the Police, a nie Hot Chip, którzy nagrali kawałek identycznie zatytułowany. Gotye jest jednak o wiele bardziej przaśny. Ze swojego słabowitego głosu robi jak najlepszy użytek, chociaż jego góry są męczące (no, chyba że ktoś naprawdę kocha Stinga i liczy na to, że Kydryński go puści w niedzielę). O wiele bardziej wolę Belga szepczącego, do czego jest skłonny na drugiej połowie płyty. Kończące płytę kawałki „Giving Me A Chance” i „Bronte” mają całą delikatność i zmysłowość, której brakuje w sami-wiecie-jakiej-piosence. Jasne ~ jak powiedział Hitler ~ jeśli to jest indie, to Scorpionsi grają krautrocka, ale nie sposób Belgowi odmówić alternatywnego gustu. To dzięki niej obok ocierających się o reggae „State of the Art” są wcześniej wspomniane piosenki, które są dowodem na chillwaveową wrażliwość. Gotye odrobił pracę domową i przesłuchał co się w ostatnich latach w muzyce działo. Nasłuchał się nawet za dużo, bo teraz nie może się zdecydować, co chce grać.

Podobnie, jak w przypadku albumu Lany Del Rey, na płycie Gotye może razić eklektyczność i mieszanie styli, z którego niewiele wynika. Jego piosenki chwilę stoją obok kompozycji Neon Indian, żeby zaraz oddalić się na koncert Stinga. „Save Me” brzmi jakby zostało Belgowi podarowane przez chłopców z Klaxons. A sami-wiecie-jaka-piosenka? Ładna, ale jeszcze raz ją ktoś wklei na walla, to sio ze znajomych.- Bartosz Sadulski – źródło onet.pl [linki oraz zdjęcia ~b69s]

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s