~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

Tindersticks – „Something Rain”.

Po wspaniałym odrodzeniu, jakim był poprzedni krążek Anglików – „Falling Down A Mountain”, mamy kolejny dowód na to, że Tindersticks mają się lepiej niż dobrze. Wciąż czarują, wciąż jest w nich piękna poetycka melancholia, której trudno się oprzeć.

„Something Rain” to płyta w pewnym stopniu otwierająca nowy rozdział w karierze Tindersticks. Zespół zakończył współpracę z renomowaną wytwórnią 4AD i założył własną wydawniczą działalność gospodarczą pod nazwą Lucky Dog. Delikatne zmiany usłyszymy również w brzmieniu. Płyta jest mniej wygładzona, nieco „przybrudzona”, bardziej organiczna. Ma podtekst osobisty, bo dedykowana jest zmarłym w minionych kilku latach przyjaciołom muzyków Stąd nie ma takiej afirmacji życia, jaką na „Falling Down…” była na przykład „Harmony Around My Table” oraz „She Rode Me Down”. Nawet dość energiczna „This Fire Of Autumn” z nowego krążka epatuje raczej rozpaczą niż chęcią do życia.

Piosenki płyną dość spokojnie, przetykane od czasu do czasu zadziorną gitarą, smyczkami albo dęciakami. Choć „Something Rain” można nazwać nowym rozdziałem, ciężko byłoby nie zauważyć, że Anglicy niezmiennie zachwycają cudnym stopniowaniem emocji i napięcia w piosenkach. Dobrym przykładem jest chociażby „Show Me Everything”, w której głos Stuarta A. Staplesa z tła podmalowuje kobiecy wokal, a oba głosy przecinane są przez oszczędnie drapieżną przesterowaną gitarę. Nie brakuje hipnotyczności, finezji, baśniowości, uroczej melancholii, kołyszącej, rozmarzonej poetyckości. Tindersticks wciąż chętnie spoglądają w stronę subtelnego jazzu, psychodelii i adaptują z nich coś dla siebie. Udanie pokazują to w jednym z najlepszych na płycie niepokojącym „Frozen”. I niezmiennie lubią ilustrować dźwiękiem. Podobnie jak we wspomnianej już „She Rode Me Down”, pejzaż, który namalowali („Goodbye Joe”), ma westernowy kolor. Aczkolwiek tutaj jest on spokojniejszy, bardziej skłaniający do refleksji niż myślenia o szalonym rodeo. I trochę mi głównym muzycznym tematem z „Nocnego kowboja” zalatuje.

„Something Rain” wyróżnia też to, że komponował nie tylko Staples. Główna postać Tindersticks dopuściła do pisania piosenek kolegów lub współpracowników (David Boulter, Dan McKinna, David Kitt), co okazało się udanym posunięciem. Nie ma rewolucji, lecz z albumu bije dobra chemia. Czuć, że panowie się rozumieją, świetnie uzupełniają. Tindersticks wspaniale odrodził się płytą „Falling Down A Mountain”, a przez „Something Rain” pokazuje, że jest organizmem skonsolidowanym, funkcjonującym sprawnie, starającym się z wyczuciem odświeżać formułę. Wychodzi to bardzo dobrze, z czego cieszę się niezmiernie [przyp. Lesław Dutkowski]. źródło onet [linki oraz zdjęcia ~b69s]

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s