~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

U2 – „The Joshua Tree”.

Amerykanie mieli wielu muzycznych bohaterów w latach 80., ale to Irlandczycy z U2 albumem „The Joshua Tree” dali im najwięcej powodów do dumy.

Wielkie stadiony footballowe i baseballowe pełne ludzi, Bono i The Edge ubrani w kapelusze i w kowbojki, reszta zespołu bardziej w stylu amerykańskich robotników, podróże prywatnymi samolotami i autokarami, na każdym kroku setki fanów robiących zdjęcia i proszących o autografy – tak wyglądał podbój Ameryki przez U2 w 1987 roku. W niespokojnych czasach rządów Ronalda Reagana powstało wiele doskonałych płyt – Bruce Springsteen, Bob Dylan, Neil Young, a nawet Talking Heads i The Clash opisywali krzysy gospodarczy w kraju i krytykowali politykę zbrojną za granicą. Jednak to „The Joshua Tree” stało się jednym z najważniejszych rockowych symboli lat 80.

Siła tego albumu tkwi przede wszystkim w trzech pierwszych utworach. Najpierw dynamiczna rozbiegówka „Where the Streets Have No Name” z charakterystyczną gitarą The Edge’a, potem w punkcie kulminacyjnym niezwykle nośny refren „I Still Haven’t Found What I’m Looking For” zaśpiewany przez Bono z pasją gospel i na finał piękna, bardziej europejska ballada „With or Without You”. Siłę oddziaływanie tych singli wzmocniły jeszcze teledyski – pierwszy nakręcony podczas koncertu na dachu jednego z budynków w Los Angeles, a drugi nocą na kolorowo oświetlonych i zatłoczonych ulicach Las Vegas. Bono pisząc teksty włożył wiele wysiłku, żeby swoje myśli ubrać w wyszukane metafory, często podpierał się cytatami z Biblii, ale towarzyszące piosenkom obrazki nadały im dosłowny sens i aktualny amerykański kontekst.

Te trzy single zapewniły „The Joshua Tree” rozgłos, a czwarty w kolejności kawałek na płycie dał jej dopiero ciężar gatunkowy. Nowofalowe „Bullet in the Sky” poprowadzone jest transową sekcją rytmiczną, co i raz pojawia się przecinająca powietrze gitara z dużym echem, a Bono śpiewa przejętym głosem i melorecytuje tekst krytykujący działania rządu amerykańskiego wspierającego brutalny reżim w Salwadorze. Podobną siłę rażenia ma pod koniec kompozycja „Exit”, którą wokalista rozpoczyna niepokojąco przy dźwiękach zarejestrowanych w nocy na pustyni, a za jego plecami narasta ściana gitarowego jazgotu i mocnych uderzeń w perkusję. Tekst zainspirowany jest kryminalnymi powieściami Normana Mailera „Pieśń kata”, Truman Capote „Z zimną krwią” oraz twórczością Flannery O’Connor i Raymonda Carvera opisującą ponure obrzeża Ameryki. Właśnie ten klimat uchwycił Anton Corbijn na czarno-białej okładce płyty z drzewem Jozuego na pustyni Mojave.

Wobec tych dwóch najmocniejszych momentów pełny patosu „In God’s Country” nagrany na patencie „Where The Streets Have No Name” sprawia wrażenie wypełniacza, „Red Hill Mining Town” wypada dosyć konwencjonalnie, a „Trip Through Your Wires” brzmi jak bluesowy pastisz. W połączniu z pozostałymi utworami tworzą jednak spójną całość pod względem klimatu, inspiracji i treści. Bono zakochał się w Ameryce, The Edge odnalazł własne brzmienie, Adam Clayton i Larry Mullen Jr. stworzyli zżytą sekcję rytmiczną, a producenci Daniel Lanois i Brian Eno zrobili z nich wielki zespół z piosenkami poruszającymi miliony ludzi. Wystarczy zwrócić uwagę, ile emocji wyciągnęli z oszczędnego w środkach „Running To Stand Still”, jaką przestrzeń stworzyli muzykom w „One Tree Hill” i w jaki nowoczesny sposób razem z zespołem wykorzystali syntezatory i automat perkusyjny w kończącym „Mothers Of The Disappeared”.

Biorąc pod uwagę wcześniejszy przebój „Pride (In The Name Of Love)” z „The Unforgettable Fire” i późniejszy album koncertowy „Rattle and Hum” nagrany m.in. z B. B. Kingiem, Bobem Dylanem, „The Joshua Tree” był dla U2 kluczem do wejście na amerykański rynek i konsekwentnym krokiem do światowej kariery. Z Europy szli na fali masowych koncertów charytatywnych jak  Live Aid oraz byli świeżą krwi dla fanów Boba Dylana, Neila Younga czy Bruce Springsteena. Nie byli uwikłani w wewnętrzne polityczne spory w Stanach i przybywali z zewnątrz – z Irlandii targanej krwawymi konfliktami z IRA. W tym splocie wydarzeń wykazali się taką wrażliwością artystyczną i mieli takie wsparcie techniczne, że nikt nie mógł im dorównać. Podobną sztukę udała się powtórzyć U2 cztery lata później na „Achtung Baby” – potem stali się cieniem nowatorskiego i odważnego zespołu.- Jacek Skolimowski/OnetMuzyka [linki oraz zdjęcia ~b69s]

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s