~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

Soulsavers – “The Light the Dead See”.

Kiedy do brytyjskiego duetu producenckiego dołączył Mark Lanegan muzyczne media zgodnie uznały, że wokalista odnalazł idealne miejsce dla siebie. Muzyk nagrał w tym roku płytę solową, a Soulsavers po dwóch albumach z jego udziałem postanowili poszukać odmiany. Niewielu posiada głos mogący konkurować ze zdolnościami Amerykanina – trzeba było sięgnąć po najcięższy kaliber. Okazja nadarzyła się podczas wspólnej trasy koncertowej z Depeche Mode. Dave Gahan znał nagrania Soulsavers od Marka Lanegana, a kiedy ci supportowali jego rodzimą formację w Europie pod koniec roku 2009 udało mu się znaleźć wspólny język z Richem Machinem. To z pewnością jeden z nielicznych wokalistów, który może uniknąć porównań z poprzednikiem, a ponadto krytykowanie jego kolaboracji z Soulsavers niesie ze sobą ryzyko narażenia się rzeszom wiernych fanów Depeche Mode. Trzeba się więc pogodzić z tym, że Gahan nie jest Laneganem (odkrywcze) i na “The Light the Dead See” nie znajdziemy już intrygującego połączenia kościelnej atmosfery z mrocznym, nieco nawet diabolicznym, zachrypniętym głosem.

Nie znaczy to oczywiście, że nieobecne są tu gospelowo-soulowa estetytka i specyficzny uduchowiony nastrój. Muzyka Glovera i Machina utrzymana jest w tym samym klimacie, co prowadzi niejednokrotnie do refleksji, że z tym samym wokalistą efekt mógłby być zbyt przewidywalny (oczywiście jeśli przyjmiemy, że głos Lanegana może się komukolwiek znudzić…). Z tego względu Gahan niewątpliwie odświeża brzmienie brytyjskiego duetu. Jego śpiew jest czystszy, spokojniejszy, choć niepozbawiony gwałtownych emocji (końcówka “Gone Too Far”). Nie ma na tym albumie rozpaczliwego poszukiwania, raczej próba oswojenia się z trudnymi tematami.

Już pierwsza piosenka (płyta zaczyna się od utworu instrumentalnego), wspaniałe “In the Morning” podkreśla odmienne podejście nowego partnera wokalnego. W warstwie lirycznej opowiada o bolesnej stracie, przy czym wykonanie sprawia, że odnosimy wrażenie, że jest to powolne docieranie tragedii do świadomości opuszczonego. Pod koniec w tle pojawia się głos Lanegana, zwiększając jeszcze kontrast pomiędzy tonem rozpaczliwym, a kończącą kawałek spokojną rezygnacją. Utwory Soulsavers wywoływały zawsze dziwne uczucie podniesienia na duchu pomimo przesycenia smutkiem i buntem. Nie inaczej jest w tym przypadku, choć wyrzuty Gahana mają w sobie mniej agresji.

Instrumentalne wstawki, jak przystało na Soulsavers, przypominają filmowe tematy Ennio Morricone; słychać tutaj domieszkę country, organy na początku “Take Me Back Home” nie mogą się nie skojarzyć z “A Whiter Shade of Pale”, a “I Can’t Stay” z ich własnym hitem. Ale nie ma na tej płycie raczej nic, co byłoby w stanie nawrócić zatwardziałych grzeszników tak jak “Revival”. Sposób śpiewania Gahana wprowadza nutkę popowości (szczególnie w “Just Try”), liryzmu dodają smyczki (Sonus Quartet wykonuje partie, które zaaranżował Daniele Luppi), jest gospelowy chórek damski. Mimo poruszania niełatwej tematyki – śmierci i wiary – “The Light the Dead See” prędzej słuchacza zabawi niż zbawi. Ale za to wzniośle.- Autor: Katarzyna Borowiec, Źródło: um.pl [linki oraz zdjęcia ~b69s]

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s