~ WYSZPERANE W SIECI • MUZYKA • RECENZJE • ARTYKUŁY ~

Marina and the Diamonds – „Electra Heart”.

Żyjemy w czasach, kiedy wszystkie najważniejsze przemiany kulturowe i obyczajowe odbywają się w sferze cyfrowej. To właśnie tam każdy może kreować siebie według najskrytszych marzeń. Nic dziwnego, że artyści zaczynają się z ciekawością przyglądać temu zjawisku. A jako jedna z pierwszych – Marina And The Diamonds.

Kiedy ta brytyjska piosenkarka greckiego pochodzenia podróżowała po Ameryce promując swój debiutancki album sprzed dwóch lat, często zerkała w wolnych chwilach spędzanych w autokarze na platformę mikroblogową Tumblr. I zafascynowało ją zjawisko internetowych gwiazd – młodych ludzi, którzy wklejając swe zdjęcia do serwisu w różnych przebraniach i makijażach, stawali się na chwilę sławni wśród jego użytkowników. Z czasem Marina sama dołączyła do nich – w kolejnych hotelach robiła sobie upozowane zdjęcia, które złożyły się w wizerunek gwiazdy współczesnego show-biznesu, w czytelny sposób symbolizującej jego próżność i zepsucie.

Pomysł ten stał się  zaczątkiem idei nowego albumu Mariny. Nabrał on wyraźniejszego kształtu, gdy wokalistka trafiła na legendarną książkę Kennetha Angera –”Hollywood Babylon” – opisującą skandale z życia amerykańskich gwiazd kina lat 30. i 40. Z czasem dołączyły do tego inne motywy – zaczerpnięte choćby z filmów w rodzaju „Bulwar zachodzącego słońca” czy… antycznych tragedii. W ten sposób narodziły się teksty, opowiadające archetypową wręcz historię wspomnianej „primadonny”, która odnosząc sukces w show-biznesie, zamienia swe życie w bezwzględną grę władzy i kontroli. 

Czy nowofalowa muzyka rockowa odwołująca się do twórczości Toyah czy Lene Lovich z debiutanckiego albumu Mariny „The Family Jewels” była odpowiednia do takiej tematyki? Oczywiście, że nie. Nic więc dziwnego, że brytyjka  zaprosiła tym razem do współpracy najmodniejszych producentów współczesnego popu, aby stworzyli skrzącą się jaskrawymi barwami przebojowa muzykę, idealnie pasującą do zamierzonego konceptu.

I tak też się stało – wokalistka przy pomocy Diplo, Dr. Luke’a, DJ Chuckie i duetu Stargate sięga na „Electra Heart” po śmiało ocierające się o kicz estetyki – od odwołującego się do lat 80. melodramatycznego synth-popu („Homewrecker”, „The State Of Dreaming” czy „Living Dead”), przez osadzony na połamanej rytmice elektroniczny R&B („Starring Role”) i szaleńczo popularny dziś bombastyczny euro-dance („Primadonna” czy „Power & Control”), po podrasowany rockową energią klubowy electro-pop („Bubblegum Bitch”). Słychać w tych piosenkach świadomie wplecione echa dokonań największych gwiazd obecnego show-biznesu, z których każda mogłaby być odpowiednikiem wspomnianej „primadonny” – Britney Spears, Christiny Aguilery, Lady Gagi, Katy Perry i oczywiście samej Madonny.

Żadna z nich nie potrafiłaby jednak zaśpiewać tych kompozycji tak, jak Marina – bo angielska piosenkarka stawia na niemal aktorskie interpretacje, modulując swój wokal na różne głosy kolejnych postaci z opowiadanej historii. Jej śpiew jest nie do podrobienia, co sprawia, że ma swój własny i niepowtarzalny charakter. I właśnie dzięki niemu, album jest czymś więcej niż tylko kolejną superprodukcją obliczoną na komercyjny sukces – ale pełną muzycznego i słownego rozmachu pop-operą, która śmiało mogłaby zostać przeniesiona na kinowy ekran czy teatralną scenę.- Źródło: onet.pl [linki oraz zdjęcia ~closewatch69]

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s